5/22/2022

Hrush

 Wywiad z Hrush z Addictibe Oxygene


Hrush, jak twoje dzisiejsze samopoczucie?

Mam piwko, czuję się bardzo dobrze. :D Zwłaszcza, że właśnie sobie uświadomiłam, że to mój trzeci wywiad dla was i każdy z nich jest udzielony pod innym nickiem.

Haha, mogłaś się do tego nie przyznawać. xD Zatem powiedz, kim jest osoba ukrywająca się pod różnymi pseudonimami?

Dobre pytanie. :D Ciężko odpowiedzieć, bo chyba zmienia się tak samo często, jak jej pseudonimy. Nie wiem czy to po prostu moja natura, czy już problemy z tożsamością

Czym zajmujesz się na co dzień? Co lubisz, może masz jakieś pasje?

Na co dzień studiuje filologię angielską i może właśnie to jest moją pasją. Lubię jeszcze jeść, i to chyba większa pasja, niż samo zgłębianie języka. xD Lubię oglądać filmy, pochłaniam seriale. Jaram się dobrymi produkcjami filmowymi chyba bardziej, niż dobrymi książkami. Jestem za to linczowana przez ludzi, którym to mówię. Trochę porysuję, czasami pobawię się w psychologa.

Kiedy zaczęła się twoja przygoda z pisaniem i blogami?

O Boże. To czasy prehistoryczne. Z pisaniem i blogami zaczęła się jeszcze na onecie. Potem miałam bardzo długą przerwę. Zaczęłam w gimnazjum, gdzie pisałam o SasuSaku, którego teraz totalnie nie potrafię shippować.

Zauważyłam twoją niechęć i pomijanie Uchihy. Twój blog zdecydowanie wyróżnia się; śmiało piszesz o seksie czy, tak zwanych, zimnych sukach. Powiedz, ciężko jest ci przełamać taką barierę wstydu oraz niepewności, czy jednak tematy tabu dla ciebie nie istnieją?

Tematy tabu kompletnie dla mnie nie istnieją. Dla mnie nie ma czegoś takiego. Skoro pewne rzeczy istnieją, a sytuacje występują w naszym codziennym życiu, to można o nich śmiało rozmawiać, a nawet trzeba. Tym bardziej, że większość tych rzeczy występuje naturalnie. Nie do końca wszystko jest "zgodne" z moralnością, ale czy to znaczy, że nie można o tym mówić głośno? Powinnismy o  tym mówić, by stały się normalne. By nie było czegoś takiego jak "temat tabu". Po to mamy rozum, aby myśleć i język, by się wypowiadać. Nie milczmy i nie żyjmy w jakimś dziwnym, kolorowym, niewinnym świecie sprzedawanym przez media, czy autorów filmów, książek, mang, czy anime. Poza tym, czy seks jest tematem tabu? Zawsze mnie to zastanawia! Przecież dzięki seksie żyjemy, dzieki niemu się rodzimy, to jest normalna rzecz. Każdy z nas był kiedyś nasieniem, czasami mam wrażenie, że wiele ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy Zimne suki.... Cóż. Czy zimną suką jest kobieta, która twardo stąpa po ziemi i wie czego chce? Która nie mówi wprost co myśli i nie głaska po główce każdego kto robi głupie rzeczy? To też dla mnie nie jest temat tabu. Zdrady - to jest bardzo burzliwy temat, ale cóż... Istnieje. I dla kogoś skok w bok może być czymś strasznym, a dla kogoś innego - może nie czymś normalnym - ale jego prywatną sprawą, którą on akceptuje.

Wracając do silnych kobiet. Odniosłam wrażenie, że uwielbiasz takie charaktery. Opowiedz o tym.

Czy uwielbiam... Na pewno wole je od takich totalnych ciapek. Jeśli chodzi o Naruto to od zawsze byłam wielką fanką Tsunade. Hinata to jest jedyna postać kobieca z tej serii, która po prostu doprowadza mnie do białej gorączki. Ale nie wydaje mi się, że mam coś do samej słabości, czy nieśmiałości, bo każda z kobiet, nawet ta wybitnie silna, będzie miała swoje gorsze chwile, będzie mogła nie czuć się pewnie w jakiejś sytuacji. Natomiast... Nie no, masz rację, uwielbiam je. Ale nie chodzi też o same kobiety. Ja w ogóle lubię silne charaktery. Podoba mi się kiedy ktoś nie daje sobie wejść na głowę, kiedy jest odważny na tyle, by powiedzieć to, co myśli, by być sobą... Jara mnie też właśnie to, że nawet tacy ludzie uronią łzę, załamią się, pomylą się... Nie lubię tych odwrotności. Nie lubię, jak ktoś daje sobą pomiatać, daje się wykorzystywać... Ale to raczej dlatego, że mi szkoda tych osób. Nie lubię mazgaj, nie potrafię się nawet posługiwać takimi charakterami. A takie silniejsze są zawsze mimo wszystko bardziej ciekawe, dlatego lubię nimi operować. Chciałabym nimi operować dobrze i na tyle zachęcająco, by czytelnicy chcieli je poznać. I przekonać się, że, w przypadku kobiet, taka silna paniusia nie jest jakąś Mary Sue, tylko ma też gorsze chwile. Bo jest... Człowiekiem

Dlaczego fabuła skupia się głównie na wątkach romantycznych i licznych rozterkach silnych, ale wrażliwych kobiet?

Fabuła głównie skupia się na wątkach romantycznych, ponieważ chciałam stworzyć obyczajówkę, w której pokazałabym jak skomplikowana bywa miłość. Nie zawsze jest tak bajkowo, jak byśmy chcieli i właściwie bardzo często sprawy, które dotyczą tak silnego uczucia po prosto łatwo się pieprzą. I cała fabuła nie do końca będzie dotyczyć tylko rozterek silnych kobiet. Silne kobiety są po prostu moim typem bohaterek, które najbardziej lubię. Ale zależy mi na tym, aby pokazać, że każdy boryka się z miłosnymi problemami. Że nie tylko kobiety są wrażliwe, faceci również. W relacji Kiba-Onika, to Kiba cierpi bardziej, to on jest odrzucony, to jemu zależy na miłości bardziej niż Onice. Gdy w związku są problemy, to nie tylko jedna strona cierpi z tego powodu, nie tylko jedna strona ma mętlik w głowie. Ta druga również i zamierzam to również przedstawić u siebie. Fakt, po tych dziewięciu rozdziałach na moim blogu głównie szalały kobiety, ale im dalej w fabułę, tym więcej również męskich uczuć.

Skąd pomysł na autorskie postacie typu Raikes czy Onika?


Z Raikes to jest skomplikowana sprawa. Jest straszną staruszką. Wymyśliłam ją sobie właśnie jeszcze w gimnazjum, gdy natknęłam się na pewien art w Google Grafika. Znalazłam wtedy połączenie dwóch moich ulubionych rzeczy: ciemnoskórych lasek i ninja. Obrazek przedstawiał taką fajną dziewczynę w czarnych włosach, z ciemną skórą w stroju ninja i opasce na twarzy. Zaczęłam ją sobie tam tworzyć w głowie; jej charakter, to jaka jest, kim by była w świecie Naruto... I nie zawsze była ruda. Zaczynałam właśnie od czarnych włosów, potem miała dosłownie pomarańczowe z granatowym pasemkiem, a dopiero kiedy troszkę lepiej tymi kredkami operowałam, ma taką ognistą rudość, z której słynie. W okresie liceum jarałam się strasznie Rihanną i od niej zawsze czerpię sobie pomysły na tatuaże Raikes albo na pozy, w których ją rysuję. Onika była totalnym spontanem, bo kiedy potrzebowałam jeszcze jednej zajebistej przyjaciółki dla Raikes w Only if for a night, to w mojej głowie momentalnie pojawił się wizerunek dupiastej Nicki Minaj i wiedziałam już, że to jest strzał w dziesiątkę. Że postać z tak przerysowaną sylwetką będzie pasować i do Raikes, i do charakteru, który dla Oniki planowałam. Nie spodziewałam się tylko, że Nikę tak bardzo polubię. Pomysł, by sparować ją z Kibą też był kompletnie spontaniczny i miał być bardziej komediowy właśnie ze względu na te ogromne, przysłaniajace twarz pośladki. A wraz rozpoczęciem Addictive Oxygen stwierdziłam, że pociągnę ich relację i nieco ją przekształcę. Że dam jej się rozwinąć, że wykorzystam ich różnice wieku, że połączę charakter Kiby z trudnym charakterem Oniki i cóż... Kocham ich. Kocham ich razem, to są moje dzieci i jakbym miała być matką, która z dwójki dzieci bardziej faworyzuje to drugie, to OniKiba jest tym dzieckiem, które kocham bardziej od KakaRai, choć ci mają zdecydowanie większy staż, jeśli chodzi o moją twórczość.

Nim przejdziemy do fabuły zapytam jeszcze, która męska postać jest twoją ulubioną?

Oczywiście, że Kakashi. :D Chociaż Naruto mocno z nim konkuruje!

Dobrze, że wspomniałaś o Uzumakim, bo jak pewnie wiesz, nie byłabym sobą, gdybym nie zapytała. Jaka relacja łączy go z Sakurą?

Hahah. Wydaje mi się, że taka, jak zawsze, tylko trochę bardziej skomplikowana. Oni zawsze byli dla siebie ważni, w AO też są. Wydaje mi się, że podstawą ich znajmości w mojej fabule było dokładnie to, co stworzył Kishimoto. Poszłam nawet za tą jego propozycją, czyli sparowałam ich tak samo jak on. Naruto wybrał Hinatę, a Sakura "wybrała" Sasuke, choć w tym wypadku to ja nie wiem, to raczej Sasuke wybrał ją. U siebie trochę to skomplikowałam, bo u mnie Naruto był z początku taką małą odskocznią od tej tęsknoty z Sasuke, którego ciągle nie było. Przespali się ze sobą raz, a potem Uchiha znowu pojawił się w jej życiu i to do niego postanowiła pójść, to o nim przecież zawsze marzyła. Naruto choć chciał od zawsze czegoś innego, to skończył przy Hinacie. Bo dlaczego miał ciągle biegać za tą, która go nie chce? Która wybrała tego drugiego po raz kolejny? W bajkach, w filmach, w anime to jest oczywiście logiczne. Miał za nią biegać, bo to miłość jego życia, jak praktycznie powtarzał przez całą serię. Ale realia sa takie, że ludzie się zwyczajnie poddają i odpuszczają. Więc Naruto też odpuścił. Ale jak sama to ładnie i dosłownie IDEALNIE określiłaś: po prostu układa sobie życie, jednocześnie totalnie tęskniąc za tą jedyną, uwielbianą przez niego kobietą. Sakura jest trochę zagubiona, uderzają w nią realia tego, że ten jej wymarzony facet nie jest i nie będzie tym, kogo ona potrzebuje. Ja nie za bardzo za nim przepadam, ale może dlatego, że Kishimoto go zrobił takiego strasznie... Zjebanego. Ja w swojej fabule mam dla niego plan, nie taki, jak wszyscy się spodziewają, nie zabiję go, nie potnę na kawałki, ale ten mój Sasuke wybierze drogę taką, jaka do niego pasuje. Teraz jest tak samo zagubiony, jak Sakura, tylko, że on od tego zagubienia ucieka ciągle z wioski, a ona ucieka... Cóż. W ramiona innego faceta. Zajętego faceta. Tego, który był z początku tylko odskocznią, a teraz zdaje sobie sprawę, że jest jednak kimś o wiele ważniejszym. Ich relacja stała się bardzo skomplikowana przez to, że oboje są związani z innymi ludźmi. Zdradzają swoich partnerów i z jednej strony wiedzą, że nie powinni, ale z drugiej strony strasznie ich do siebie ciągnie i nie mogą z tym walczyć.

Czemu zwerbowałaś Haruno do składu niebezpiecznych kryminalistek?

Zawsze ją lubiłam. Po prostu. Mimo tego, że początki miała takie maziajkowate i histeryczne to podobało mi się to, kim stała się gdy dorosła. A zwerbowałam ją do składu bo miałam taki plan, by w mojej fabule to właśnie przy nich się odnalazła. Przy silnych, zdecydowanych babkach, które, fakt, konkretnie rozrabiały i sprzeciwiały się prawu, ale właśnie to ją w nich zafascynowało. Dodatkowo chciałam, żeby była świadkiem babskiej przyjaźni, tego, jak one wspierają się, jako kobiety. No i ja zawsze lubię, jak ktoś grzeczny przechodzi na złą stronę mocy. Czułam, że u Hinaty to po prostu nie przejdzie, a Sakura jednak ma w sobie taką ukrytą potrzebę do grzeszków.

Poruszę temat, który może okazać się dla ciebie niezbyt przyjemny. Jaki jest twój Sasuke - facet, w którym zakochały się dwie kobiety, czyli Sakura i Kayeko?


Zagubiony. Mój Sasuke jest kompletnie zagubiony i nie ma pojęcia, co tak naprawdę chce robić. Zdaje sobie sprawę z tego, czego powinien chcieć. Czyli powinien wrócić do wioski, powinien odbudować swój klan i powinien zrobić to z Sakurą... Ale im dłużej w tym siedzi i im bardziej brnie, im ambitniej realizuje ten plan, tym coraz bardziej zdaje sobie sprawę z tego, że to nie do końca jest plan dla niego. Ciągle plącze się między tym, co POWINIEN zrobić, a co CHCE zrobić. Dlatego praktycznie ciągle go nie ma, bo ucieka od tego życia, którego od niego wszyscy oczekują. I to też nie jest tak właściwie, że ja go strasznie nie cierpię i nie mogę nawet się o nim wypowiadać i jest w moim opowiadaniu tylko dlatego, żeby pokazać jaki on jest naprawdę zły i straszny, i jak bardzo go nie lubię. Powiedziałabym, że wręcz przeciwnie. Jest tutaj przede wszystkim dlatego, że jest
kluczową postacią jeśli chodzi o skomplikowane relacje między innymi postaciami, ale umieszczenie go w fabule to jest dla mnie pewien rodzaj terapii. Jakby... Ja chcę go poznać i chcę go zrozumieć, i chcę, żeby był trochę taki, jaki jest w kanonie, ale wiem, że moja własna interpretacja mi w tym pomoże. Mimo tego, że go nie lubię, to nie zrobiłam z niego jakiegoś potwora. On nie znika z tej wioski dlatego, że ma taki kaprys albo dlatego, że leci sobie poużywać, tylko po prostu gubi się w tym wszystkim. Według mnie on zawsze był zagubiony, a Kishimoto wybrał najgorszą z opcji na jego finał w mandze i anime. Na taki, na który ja się właśnie burzę. :D Jak pytasz o to, co ma takiego w sobie, że zakochały się w nim dwie moje bohaterki, to nie będę w stanie ci odpowiedzieć. Jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało, tę kwestię pozostawię im, a ja zajmę się tym, jaki jest po podjęciu tych drastycznych decyzji dotyczących jego życia. Bo takie dla mnie właśnie są. Drastyczne. On mi się zawsze kojarzył z podróżnikiem, z wolnym ptakiem, kimś, kto nie czuje się dobrze w jednym miejscu, gdziekolwiek ono by się znajdowało, a tu nagle beam, "dawaj Haruno, rozmnażamy się, bo ja muszę odbudować swój klan i muszę wrócić do wioski, bo wypada, bo tu się wychowałem". Ja każdy rozdział poświęcam jednej postaci lub dwóm, i Sasuke oczywiście również dostanie swój rozdział i wiem, że to będzie dla mnie najcięższa rzecz do napisania, ale też będę zadowolona, gdy mi się to uda, bo mam wrażenie, że oswoję się z tym nieszczęsnym Sasuke i może nawet w jakiś sposób go polubię.

Czy stosunki między nim a Haruno nieoczekiwanie poprawią się? Jak widzisz ich przyszłość?


Ona jest narazie zła i rozgoryczona. Ma do niego żal za to, że ciągle jej się tak wymyka, że zmusił ją swoim zachowaniem do zdrady, bo myślę, że właśnie tak się będzie usprawiedliwiać, jeśli zostanie na tym nakryta. Zdecydowanie poprawią się, ale w jakim stopniu i dlaczego, to już nie zdradzę!

W każdym bądź razie, przechodzimy dalej. Jesteśmy przy parach, więc jak to jest z Oniką i Kibą?

Hahahah, ja nicccc nie powiem! I tak, przejdźmy do moich kotków. Onika i Kiba zaczęli swoją relacje od seksu. Oboje się sobie spodobali i to głównie dlatego Kiba zaczął chodzić za Niką i praktycznie błagać ją o spotkanie. Ona mu odmawiała głównie przez ten sam problem, jaki dręczy ją do teraz, czyli przez różnice wieku. Ona ma 27 lat, a on 22 lata. Ale w końcu poleciała na niego, bo która by nie poleciała? Umowę mieli taką, że miał ich łączyć tylko i wyłącznie seks, ale to jest tak intymne doznanie, że mimo wszystko zaczeli czuć do siebie coś, czego nie było w umowie. Kiba się desperacko w niej zabujał i kiedy jej o tym powiedział, to Onika spanikowała. To, co ją przeraża, to przywiązanie się. Ona nigdy nie bawiła się w związki, unikała ich. Ma bardzo toksyczne wyobrażenie o nich, związek kojarzy jej się z reżimem i to nie tylko emocjonalnym. Drugą sprawą jest jej wiek, bo według niej Kiba jest młodym, seksownym byczkiem, który w końcu się znudzi starą babą, za jaką ona się uważa. Znowu wychodzi na wierzch, że silne kobiety nie są silne cały czas. Onika bardzo chce być tą taką zimną suką, a przy Kibie się topi i zdaje sobie z tego sprawę. A jej mechanizmem obronnym jest agresja, więc gdy tylko on chciał się do niej zbliżyć, ona go odpychała. Oboje są w beznadziejnej sytuacji. Na tę chwilę Kiba się poddał i próbuje zapomnieć o kobiecie, dla której stracił głowę, a do Oniki zaczyna docierać, jak ważny jest dla niej ten "dzieciak", i jak bardzo go potrzebuje. Ciągle walczy ze sobą i wmawia sobie, że Kiba był tylko epizodem. No, ale potem wpada na niego i iskry lecą! Tutaj będzie jeszcze trochę szamotania. Tak to z nimi jest. Dla Oniki ten wiek jest taką totalnie zaporową rzeczą, a Kiba ma go w dupie. Chce jej, jest pewien, że jej pragnie, że ją kocha i pieprzy, co jest poprawne, a co nie.

Tak z perspektywy czytelnika, myślisz, że ona dobrze robi, stawiając granicę wieku jako niemożliwy do przekroczenia mur?

Myślę, że zachowuje się bardzo głupio. :D Choć to też skomplikowana sprawa. Dla niektórych wiek to tylko liczba, a dla niektórych, jeśli przychodzi do wspólnego życia, i to tak na dłuższy etap, to ta różnica wieku w końcu może wyjść. Tego się boi Nika, myślę, że tego boi się dużo... Zazwyczaj kobiet. Bo to jest całkiem normalne dla kobiety, by spotykać się ze starszym od siebie mężczyzną. Ale jeśli jest na odwrót, to społeceństwo zaczyna szaleć. Zawsze mnie to intryguje dlaczego w jedną stronę, to nie jest nic złego, jeśli dziewczyna mająca 23 lata ma partnera w wieku 27, 28 lat, a gdy jest na odwrót, to budynki się walą i trzęsie się ziemia. To jest chyba właśnie ten taki "temat tabu". Dla mnie to jest pierdolenie, bo jeśli w jedną stronę takie związki są normalne i działają, to w drugą jest dokładnie tak samo.

Co łączy Raikes i Kakashiego?

Miłość. I to taka konkretna. Taka "zabiłabym za ciebie". On w niej kocha totalnie wszystko. Jest zafascynowany jej osobą, tym, jaka jest wolna i nieobliczalna. Czerpią od siebie nawzajem, bo Kakashi dla takiej wariatki jest ostoją, a on przy niej odkrywa zupełnie nowe instynkty. Ale wydaje mi się, że po długiej rozłące, jaką mają za sobą, na razie w ich relacji przeważa pożądanie. Raikes zawsze bała się tego uczucia przywiązania i uzaleznienia się. Dlatego zawsze uciekała, dlatego tez uciekła przed nim. I właśnie zdałam sobie sprawę, jaka podoba jest w tych ucieczkach do cholernego Sasuke, którego niby tak nienawidzę. Ale cóż... Wróciła. I tak powolutku daje się pochłaniać tej miłości. Kakashi jest w stu procentach pewien, co czuje do tej wariatki i nie boi się tego. Z resztą on się niczego nie boi! A to zdecydowanie jest relacja typu "jeśli to mamy być my przeciwko całemu światu, to niech tak będzie".

Przedstaw postać Hinaty, dziewczyny tak często krzywdzonej w twoim opowiadaniu.

Hahahah. Rzeczywiście Hinata nie ma sie u mnie za ciekawie. I tu przyznaję się bez bicia, że to przez mój brak sympatii do niej. Moja Hinata nie różni się wiele od tej z mangi. Chociaż ona tam ma niby jakieś pseudo podrywy siły, ale ja tego nie kupuję. Hinata jest po prostu biedna Porwana, zgwałcona, pobita, hahahah. Jestem straszna, jeszcze nikogo tak nie potraktowałam w swoich opowiadaniach. I jeszcze facet, którego kocha na zabój zdradza ją z ... przyjaciółką? Nie, tak bym nie nazwała jej relacji z Sakurą. Kolejna rzecz, której nie rozumiem w Naruto. Ale zostawię już w spokoju ten nienaganny, nieskażony realiami świat Kishimoto... Powiem tak... Rozdział Hinaty jeszcze przede mną. Nie chciałam tego zdradzać, ale Hinata wie co się dzieje. Wie co się kroi... Nie zrobię z niej takiej głupiej za jaką ją uważam (nie mogę ze swojego okrucieńśtwa), ale moja Hinata zdecydowanie
jest desperatką. Tak bardzo chce, żeby jej bajkowy romans był prawdą, że jest gotowa udawać, że nic nie widzi i nie wie co dzieje się za jej plecami. Planuję zrobić coś co będzie do niej niepodobne, powiedziałabym nawet, że będzie podstępne... Ale do tego jeszcze trochę czasu!

Co łączy Kayeko z bratek Raikes?

Takuji dla Kayeko będzie odgrywał i właściwie już zaczął odgrywać kluczową rolę. Kayeko do tej pory szalała za chłodnym i zdystansowanym Sasuke, i to swoje nastoletnie zauroczenie traktowała, jak miłość. Dopiero przy Takujim zaczyna odkrywać te prawdziwe gorące uczucia. Nie tylko motylki w brzuchu na widok uśmiechu czy mrugnięcia. Po raz pierwszy czuje pożądanie, po raz pierwszy czuje silną chęć bycia przy tym mężczyźnie. To jest przykład ludzi, których do siebie ciągnęło niemal od samego początku, a ona, choć bardzo chciała, Takujiego do siebie dopuścić, to zastraszana swoimi lękami, tym, że te uczucia są nowe, tym, że nigdy nie uprawiała seksu, po prostu długo od niego uciekała. Póki co, łączy ich chemia. Rodzi się coś jeszcze, co dla Takujiego jest kompletnie znajome, a dla Kayeko całkowicie obce.

Raikes wiele przeszła, a mimo to nigdy się nie załamała. Dlaczego?

Na pewno miała chwile słabości. Nawet jestem gotowa stwierdzić, że była załamana i to przez kilka lat swojgo życia. Na pewno nigdy nie posunęłaby się do samobójstwa, ale to dlatego, że jest po prostu silnym charakterem. Każdy ma gorsze chwile, każdy się załamuje i każdy płacze. Ale w przypadku Raikes wiele szczęścia i ulgi zawdzięcza dziewczynom, również Kakashiemu. Może też nigdy tak bardzo się nie załamała, bo zawsze wiedziała, kiedy uciec. Nim dotarła do rozwinięcia się niewygodnej dla niej sytuacji lub takiej, której się bała, po prostu uciekała.

A jak to jest z tym całym Hokage? Co czuł przy ponownym spotkaniu Shibakuchi?

No oczywiśćie, że był w skowronkach! Cieszył się, bo nim odeszła od niego tamten drugi raz, zaufał jej. On bardzo mocno i bardzo szybko oszalał na jej punkcie, i w tym szaleństwie się zatracił. Gdy kolejne miesiące był bez niej, poukładał sobie co nieco w głowie i wierzył, że kiedy znowu wróci, to będzie gotowa na to, co chciał jej zawsze dać.


Seks łączy bohaterów twojego opowiadania, czemu tak jest? Czemu nie stawiasz na platoniczną miłość?

To jest baardzo dobre pytanie. Seks jest fajny, może dlatego? To jest coś przyjemnego, ale też osobistego. Dla mnie zawsze była ważna chemia między dwójką ludzi. Według mnie, to jest coś, co napędza związek. Platoniczna miłość... Cóż, sama nie wiem, jest dla mnie trochę nierealna. Oczywiście są ludzie, którym ona wystarcza, ale moim bohaterom absolutnie nie.

Jako czytelnik wolałabyś u boku Naruto zobaczyć Hinatę - ułożoną dziewczynę z dobrego domu, czy przebojową i szaloną wersję Sakury?


Zdecydowanie Sakurę.

W którą bohaterkę twojego opowiadania chciałabyś się wcielić?

Kurcze, wszystkie mają pod górkę. Ale myślę, że chciałabym się wcielić w Kayeko. Głównie przez jej przemianę i przez to odczuwanie po raz pierwszy pożądania, pewności siebie, miłości…

W jakim kierunku zmierza historia tych niesamowitych kobiet?

Myślę, że na pewno do happy-endu. 

4/22/2022

Chibi

 Wywiad z Chibi z Sakura Haruno Queen.


Chibi, co dobrego u ciebie słychać?

Ciężko powiedzieć. Zdałam drugi rok w liceum, więc każdy kolejny dzień rozpoczynam odtańczeniem makareny z tego powodu. Na blogu nastąpił konkretny zastój spowodowany brakiem czasu i niewielkich chęci. Mimo początkowych żmudnych prób - udało mi się znaleźć pracę, więc nuda mi nie doskwiera. A i prawo jazdy robię, ze skutkiem średnim co prawda; przede mną drugie podejście do egzaminu praktycznego na początku lipca. A miłość, jak to miłość - kwitnie z każdą kolejną chwilą!
To cudownie! Mam nadzieję, że się nie denerwujesz?
Nerwów mam ponad swój limit, ale staram się szybko zapomnieć o zarządzeniach losu i ruszać przed siebie. Wypieranie złych wspomnień to mój sposób na zachowanie zdrowego umysłu.
W takim razie opowiedz coś o sobie. Kim jest Chibi?
Chibi jest (świeżo upieczoną!) pełnoletnią przedstawicielką płci pięknej. Uczę się w jednym z przeciętnych, choć nietypowych liceum usytuowanym w moim rodzinnym mieście - Szczecinie. Choć większość czasu zajmuje mi szkoła, praca, prawo jazdy lub wybranek serca, staram się znajdować te nieliczne chwile, podczas których mogę ponieść się swojej literackiej fantazji. Muzycznie jestem dość otwarta, bo choć największą przyjemność sprawia mi słuchanie klimatycznego rocka, nie jestem nastawiona negatywnie względem innych gatunków muzycznych. Tak samo mam w życiu - z natury jestem osobą otwartą, ale zawsze staram się trzymać lekki dystans. Cóż jeszcze mogę dodać - czasem zdarzy mi się przysiąść do usłanego kurzem pianina, ubolewam też nad faktem porzucenia treningów siatkówki, w którą grałam osiem lat. Jestem bezapelacyjnie największą fanką komiksów i ich produkcji jaką znam - czy to w formie komiksu (której kilku sztuk jestem dumną posiadaczką), kreskówki, anime czy produkcji filmowej. Moją największą miłością życiową są koty, posiadam pewną agresywną, puchatą jednostkę w swoim domu.
A jak się wabi kotka, lub kotek?
Jej imienia z nawyku nikt nie korzysta, osoby bardziej zaufane używają zazwyczaj zdrobnień, a osoby które jej podpadły nadały pieszczotliwy przydomek per "puchacz agresor"
Haha, z chęcią bym ją poznała. Ja mam chwilowo dziewięć kotów. xD  Wiążesz swoją przyszłość z pisaniem czy jest to tylko hobby?
Na ten moment - jak najbardziej hobby, kiedy obrosnę już trochę w doświadczenia mam zamiar spełnić marzenie odnośnie wydania trylogii o tematyce fantasty i kryminału w ilości sztuk jednej.
Ciekawe połączenie. Jednak jesteś bardzo aktywna i zabiegana, jak więc znajdujesz czas na pisanie?
Pozornie mała ilość czasu przy przypływie weny nie jest tak wielkim ograniczeniem, więc zawsze uda mi się coś naskrobać. Ale w momencie, kiedy ten czas ucieka wręcz przez palce, a umysł jest przyćmiony wiecznym stresem - nie da się w spokoju usiąść i pisać. Pisanie to czyste hobby, coś, co robię dla przyjemności własnej, kiedy mam zapewnione odpowiednie warunki. Kiedy tych warunków nie ma, kontynuowanie literackiego boju spada na dalszy plan i zajmuję się priorytetami.
Rozumiem. Skąd w takim razie czerpiesz wenę, kiedy już masz czas i chęci?
Jako, że tematyka mojego bloga jest niemal całkowicie kreowana na podstawie Naruto - czerpię inspirację z różnych źródeł. Często zdarza mi się włączyć jakieś stare odcinki, systematycznie oglądam filmiki na youtube, kiedy najdzie mnie ochota - szukam ciekawego bloga i czytam go od deski do deski w ramach motywacji. Jestem również na bieżąco z odcinkami Boruto, często zajrzę do mangi coby przypomnieć sobie ciekawe wątki. Nie ograniczam się jednak do sfery Naruto - wena może przyjść w kompletnie losowym momencie, często też zdarza się pozyskać nowe pomysły podczas oglądania przypadkowego filmu, serialu czy anime. Źródła są różne, ciężko się przy tym dokładnie określić.

Podziwiam. :) Ja mam duże zaległości w anime, a Boruto całkowicie mnie nie przekonało. A jakie jest twoje zdanie na ten temat? Polecasz?  

Mówiąc szczerze - absolutnie nie. Boruto oglądam tylko i wyłącznie dla postaci z Naruto, zwykłe przyzwyczajenie. Odrzuca mnie grafika, fabuła, kreacja postaci. Trwam w wiernym przekonaniu, że Kishimoto zniszczył potomków Konohy w stopniu tak wielkim, że ciężko byłoby go przebić - mimo to, mogę przejść obok tego faktu obojętnie. Seria zapowiadała się naprawdę bardzo obiecująco, a fani dostali produkcję nastawioną na korzyści pieniężne. W zastępstwo za świetną mangę i anime jakim było Naruto, kreowanym przez lata i znanym na skalę światową dostaliśmy... sama nie wiem, jak to nazwać, nie chcę tutaj rzucać wulgaryzmami. Dominują tam przesłodzone sceny w stylu "kawaii", kreacja bohaterów - marna, fabuła jeszcze gorsza. Nie ma większego ładu i składu, walki nie są niczym szczególnym, a póki co, jedynymi postaciami ze starej serii  przedstawianymi przez studio jest sam Naruto, gdzieś w tle przewijają się Shikamaru, Sai i Hinata. Rażąca porażka, naprawdę.
Skoro w tej kwestii jesteśmy zgodne, możemy wrócić do głównego tematu. :D Jak wygląda twoja przygoda z pisaniem? Kiedy zaczęłaś?
Ciężko powiedzieć. Już w podstawówce ciągnęło mnie do tego tematu, napisałam nawet około trzydziestu rozdziałów literackiej beznadziei, tematyka zahaczała o fantastykę, choć w rzeczywistości była to nieudana kopia Zmierzchu, bowiem w tym czasie uznawałam książki Stephenie Meyer za siódmy cud świata. Jeszcze w szkole podstawowej przewijały się jakieś opowiadania, a również nieliczne wiersze, które nie ujrzały nigdy światła dziennego. W gimnazjum trochę ruszyłam z miejsca - już wtedy zaczynała się w mojej głowie rodzić fabuła na obecnego bloga. Ba, napisałam nawet kilka urywków i rozdział pierwszy. Pamiętam, że któraś z bardziej znanych blogerek, która również miała bloga o tematyce Naruto podjęła się sprawdzenia. Po upływie lat stwierdzam jednogłośnie - bardzo dobrze się stało, że nie zaczęłam publikować swoich wypocin wcześniej; wyszłaby z tego jeszcze większa masakra, niż teraz. Wprawdzie rozdział pierwszy został napisany, ale bez większego sensu, więc zostawiłam jego szkielet i pisałam wszystko ponownie. Ba! Przypominam sobie właśnie, że gdzieś na pograniczu szkoły podstawowej i gimnazjum założyłam bloga tak nieudolnego, że wstyd mi po dziś dzień - nie wiem, skąd mógł się w mojej głowie zrodzić taki pomysł, ani jak mogłam wydać na światło dzienne swoje herezje, doprawdy. O ile mnie pamięć nie myli, miałam wtedy zamysł na romans między Sakurą a medykiem z Kumogakure, C.
Ciekawy pomysł. Sakura jest jednak postacią dość kontrowersyjną. Dlaczego zdecydowałaś, że to ona będzie główną bohaterką twojego opowiadania?
Tutaj zacznie się temat rzeka, ale skoro pytanie padło, to odpowiem na nie tak dokładnie, jak się tylko da. Sakura jest bezapelacyjnie moją ulubioną postacią żeńską spośród wszystkich anime i mang. Kontrowersja wokół tej postaci jest nieziemska, co czasem bywa wręcz przerażające. Jakie są tego powody? Po pierwsze: zadaniu nie podołał Kishiomoto. Autor nie ma potencjału do tworzenia dobrych postaci żeńskich, co udowadniał na przestrzeni lat niejednokrotnie. Nie można jednak obarczać tym fiaskiem tylko jego; drugim winowajcą jest Studio Pierrot - mam wrażenie, że próbuje ono zniechęcić widzów do postaci Haruno. Mogę przeżyć względy techniczne, bo wprawdzie kreska Masashiego stawała się lepsza z czasem, to obraz pokazywany w anime znacznie odbiegał od pierwotnej kreacji postaci. Nie był to zabieg stosowany tylko przy Sakurze, dlatego przejdę obok tego faktu obojętnie. Czego natomiast nie mogę odpuścić: fillerów. To, co jest w nich pokazywane przewyższa moje najśmielsze oczekiwania. Wielokrotnie pokazywano, że Sakura (choć sile i umiejętnościom dorównująca samej Hokage), stała w szeregu z mniej ważnymi fabularnie postaciami - Ino, Tenten, Hinatą - i leczyła ludzi, nie wyróżniając się na tle tłumu. W końcu każda kobieta może być medykiem, prawda? W końcu dobra kontrola chakry Hinaty pozwala jej od razu używać technik medycznych, a Tenten mimo braku tych umiejętności - opatrywać rannych. Rozumiem, że po wyczerpującej walce każda para rąk jest przydatna, ale czy nie mogliby się skupić na przedstawieniu indywidualnego potencjału każdej z ów kobiet? Istna niedorzeczność. Ich umiejętności nie są praktycznie wcale rozwijane, są rzucane w kąt, żeby ustąpić miejsca płci męskiej. Kolejnym barbarzyństwem, bo myślę, że mogę z czystym sercem użyć tutaj tego określenia, było porównanie Sakury do Hinaty, wzmagając spory między fanami do granic możliwości. Mówię tutaj o odcinkach, w których przedstawiono dzieciństwo Hyuugi, mianowicie o dręczeniu jej i kilku innych wątkach. Materiały, choć naprawdę ciekawe, były przerostem formy nad treścią. W wersji oficjalnej to Sakura za najmłodszych lat była wielokrotnie osaczana przez swoich rówieśników, ale Studio stworzyło kontrargument. Ogólne stosowanie psychologicznych zabiegów, ażeby całą płeć piękną zsunąć na drugi plan były dość nieudolne, ale osoby z IQ równym taboretowi dały się wciągnąć w tę grę pozorów.
I fakt trzeci, nie omieszkam tego smaczku pominąć - fani Hinaty. Do Hinaty personalnie w istocie nic nie mam, postać ta była mi kompletnie obojętna, ale zniesmaczyłam się co do niej głównie przez fanów postaci. Co tu dużo mówić - Hyuuga ma większe piersi, więc od razu stawia ją to wyżej w hierarchii, prawda? No nie prawda. Jeśli w dyskusji padnie taki argument, natychmiast kończę rozmowę, szkoda czasu na osoby dla których najwyższa wartość życiowa to rozmiar biustu. Hinata jest silniejsza od Sakury - no doprawdy, dobre żarty. Hinata jest silna, nie można jej tego odmówić, ale spójrzmy na sprawę realnie. Cała niechęć do Sakury wzięła się z pierwszej serii, a i słusznie - nie odgrywała tam zbyt dużej roli. Osoby skrajne mogłyby się nawet pokusić o stwierdzenie, że lepiej, by tej postaci nie było wcale, bo tylko zawadzała w całej historii. Myślę jednak, że był to zabieg celowy, żeby uwydatnić to, jak silna stała się w Shippuudenie. Był to skok niczym niebo a ziemia - dla osoby, która przez pierwsze odcinki mogła się pochwalić tylko dobrą kontrolą chakry i inteligencją, wznieść się na tak horyzontalny poziom. Poziom, którego nigdy Sakura nie miała szansy uwydatnić niestety. Mało tego - Sakura jest osobą przede wszystkim ludzką, za co najbardziej ją cenię. Troskliwa, kochająca, wierna. Mogła pokazać, że mimo braku więzów krwi, ogoniastej bestii, kekkei genkai i innych wspomagaczy można zostać dobrą kunoichi. Będąc normalną osobą, dzięki ciężkiej pracy i uporowi da się coś osiągnąć. Jasne, ludzie mówią  - i mówić będą! Ani mnie to grzeje, ani ziębi, naprawdę. Wiem, swoje, widzę tę postać tak jak widzę, to się nie zmieni. Wiem, że nie dostała wystarczająco dużo czasu na pokazanie się z dobrej strony. A momentów, w których zabłysnęła (obrona Sasuke i Naruto podczas egzaminu na chuunina, wyrzucenie Ino ze swojego umysłu podczas walki, postawienie się na drodze Gaarze, gdy chciał zaatakować Sasuke. A także: uratowanie życia Kankurou i zrobienie w bardzo krótkim czasie odtrutki na truciznę, której stworzenie zajęło Sasoriemu lata. Z pomocą Chiyo pokonanie członka Akatsuki, co również było pierwszym zwycięstwem nad członkiem tej organizacji. Mimo własnej rany, czynne leczenie Naruto z toksycznej chakry Kuramy, a podczas inwazji Paina na wioskę jednym ciosem uśmierciła ogromnego przyzwańca. Mimo uczucia kierowanego do Sasuke, była gotowa zabić, żeby tylko jej miłość nie staczała się na coraz to większe dno. A można tak wymieniać i wymieniać...) - ludzie po prostu nie zauważają, a nadgorliwcy wręcz negują, coby kiedykolwiek była przydatna. Tak swoją drogą, wracając do wątku Studia Pierrot - wiele osób narzeka, że Haruno jest zła, bo bezpodstawnie bije Naruto. Fani mangi, jeśli czytaliście, to zrozumiecie - w mandze tych momentów było o wiele mniej, a studio wykorzystało to jako manewr humorystyczny. Bardziej wnikliwi, albo chociaż oglądający ze skupieniem wychwycą, że Naruto nie dostaje po twarzy ot tak, tylko zazwyczaj, kiedy powie lub zrobi coś niemądrego.
To chyba najdłuższa odpowiedź na pytanie jaką kiedykolwiek otrzymałam. Dziękuję za wnikliwą analizę. <3 A wybrankiem serca Sakury jest...?
Sasuke Uchiha, oficjalnie oczywiście. Trochę mnie boli w sercu na myśl, że jednak nie skończyła z Naruto, ale zachwiałoby to sens wiarygodności miłości Sakury do Sasuke przez cały ten czas. Troszeczkę szkoda, ale jednak jest to uzasadnione logiką, więc nie ma co płakać.
Sasuke i Sakura są głównymi bohaterami opowiadania. Czy znajdzie się tam także miejsce dla Naruto?
Naturalnie! Tak samo jak w oryginale Naruto jest w związku z Hinatą, o czym wspominam już w pierwszych rozdziałach. Nie chcę za dużo zdradzać, bo minie długi czas i wiele słów zanim odkryję pewną tajemnicę - powiem tylko, że kryje się za tym coś znacznie więcej! Taka mała niespodzianka.
Cierpliwość nie jest moją mocną stroną. :( Bohaterowie mają do siebie dystans i wciąż sobie dokuczają. Czy żarciki są twoim sposobem na rozładowanie napięcia? Bo sytuacja nie jest kolorowa.
Sytuacja w istocie kolorowa nie jest, a to i tak dopiero początek niefortunnej passy złych zdarzeń. Duży udział w tym zabiegu ma mój specyficzny humor. Jest to jednak zagranie celowe - niech będzie śmiesznie póki jest na to czas, potem nie będzie miejsca na niewinne żarciki i drobne docinki między bohaterami. Humor wpleciony owszem będzie, ale w stopniu naprawdę minimalnym, dlatego korzystam, póki mogę. I niech czytelnicy też korzystają, bo szczerze uwielbiam wywoływać na ich twarzach uśmiech - niestety kiedy sytuacja się zaostrzy, nie będę miała możliwości technicznych na swawolne dialogi i inne formy.
Rozumiem. A może uchylisz rąbka tajemnicy i powiesz, jak w tych nieciekawych warunkach będzie się rozwijać uczucie głównych bohaterów?
Nieprzypadkowymi przypadkami - powrót do rodzinnej wioski i przebywanie na jej terenie do czegoś zobowiązuje, zwłaszcza, że są wśród wąskiej grupy ludzi informowanych o każdym nowym aspekcie w sprawie, co zmusza ich chwilami do wspólnego towarzystwa. Do przełomu jednak, tak jak zazwyczaj, dochodzi w sytuacji skrajnej - tak będzie i tym razem.
W takim razie pozostaje mi - i czytelnikom - cierpliwe czekać.  Czy chciałabyś coś dodać od siebie? Pozdrowić kogoś?
Chciałabym serdecznie pozdrowić i podziękować całej drużynie, która mi pomaga - Morrigan, która potrafi dyskutować ze mną na tematy różne, Adriannie za podjęcie się betowania rozdziałów mimo braku znajomości mangi i anime oraz Tośka, z którym również zdarza mi się przegadywać różne kwestie. Jesteście moim prywatnym wulkanem pozytywnej energii pchającym do działania!
Chibi, życzę ci dużo weny i czasu na pisanie. :3 I serdecznie dziękuję za poświęcony czas. To była przyjemność.

Z mojej strony również, oby częściej się takie miłe niespodzianki trafiały!

 

3/22/2022

Vessna

Wywiad z Vessną z Czerwony Piach.

 

Jak zaczęła się Twoja przygoda z Czerwonym Piachem? Skąd pomysł na to, by współtworzyć historię z czytelnikami?

Zaczęła się w 2013 roku pytaniem, które zadała mi jedna z bliskich mi osób: "Słuchaj, skoro ciągle coś piszesz, to czemu tego nie opublikujesz?" Sama pomyślałam wtedy: "No właśnie, czemu?"
Pomysł był jasny – po prostu zacząć. Gorzej było z uniwersum, w jakim akcja miała się dziać. Nie chciałam publikować niczego stworzonego wcześniej, zależało mi, żeby było to coś zupełnie nowego.
Przed oczami zobaczyłam wtedy czerwoną pustynię – to wszystko. Stąd nazwa, stąd cała podstawa opowieści. Wystarczy przeczytać prolog, żeby zauważyć, że podczas jego wstępnego kreślenia widziałam naprawdę niewiele więcej.
A co do współtworzenia – zawsze w pisaniu męczyło mnie to, że wymyślałam coś, co miało się zdarzyć za kilkanaście czy kilkadziesiąt rozdziałów – a potem pomysł ewoluował do takiego stopnia, że nie byłam w stanie poradzić sobie z zawieszeniem go w fabule. Zaczynając Czerwony piach, obiecałam sobie, że tym razem spróbuję niczego nie planować. Zaproszenie czytelników do wspólnego ustalania dalszej akcji było naturalnym następstwem tego założenia.
Sporo osób twierdziło, że to na pewno nie wypali. Większość z nich dawno opuściła swoje własne blogi, porzuciła tworzone opowieści. A Czerwony piach, cóż, zdaje się, że ma się całkiem nieźle.


 Na Twoim blogu panuje jedna jedyna zasada - dzieląc się swoim pomysłem na dalsze losy bohaterów, zrzekam się praw autorskich do niego. Dużo miałaś problemów z ludźmi, którzy chcieli być w jakiś sposób wynagrodzeni za swój fragment?

Przed wprowadzeniem tej zasady (a było to bardzo dawno, przy pierwszym czy drugim rozdziale – kiedy jeszcze akcja nie była w rękach czytających) miałam problem z ludźmi, którzy przychodzili do mnie tylko po to, żeby powiedzieć mi, że używając cudzych pomysłów, łamię prawa autorskie.
Od początku zdawałam sobie sprawę z tego, że będzie trzeba zaznaczyć, że podając pomysł, czytelnik zrzeka się praw do niego, ale nie wiedziałam, że Internet upomni się o to tak szybko. W gruncie rzeczy osoby, które przyszły narzekać, oddały mi sporą przysługę, przypominając, że zasady gry dobrze jest przedstawić już na samym początku. Miały rację – od tamtej pory wszystko się uspokoiło.
 

 Czy kiedykolwiek miałaś taki moment, że chciałaś skończyć z ,,Piachem"? Chwilę, w której byłaś gotowa się poddać?

Piach nie jest wyzwaniem, które mogłabym porzucić, kiedy coś mi nie wyjdzie (a ostatnimi czasy potykam się co krok, serio). Jest kawałkiem mojego prywatnego szczęścia, którego na razie nie mam zamiaru zostawiać ani nikomu oddawać. A nie zagłębiając się już w świat dalszych idei – przyznasz, że rezygnacja miałaby nikły sens, biorąc pod uwagę pracę, jaką już w niego włożyłam – i jaką włożyć dopiero zamierzam.
 

Rzeczywiście, zakończenie wszystkiego nie miałoby teraz żadnego sensownego uzasadnienia. Gdy przeglądałam Piach, znalazłam coś, co mnie niesamowicie zainteresowało, mianowicie wierszu na podstawie Twojego bloga. Jak się czujesz jako osoba, która inspiruje kogoś do tworzenia własnych dzieł? Bo w końcu gdyby nie Piach, ten utwór by nigdy nie powstał.

Im więcej internetów przeglądam, tym częściej trafiam na ludzi, którzy starają się stłamsić takie przejawy kreatywności, twierdząc, że ktoś złamał ich prawa, używając stworzonych przez nich motywów we własnej pracy.
Ale trzeba umieć spojrzeć na to z drugiej strony – granica praw autorskich jest w wirtualnym świecie bardzo płynna - nawet jeśli będziesz wciąż szukać ludzi używających tego, co sama zrobiłaś, przyjdzie czas, kiedy nie będziesz już w stanie dłużej tego robić. Jeżeli więc uważasz twórczość na podstawie twojej twórczości za plagiat, zamieszczanie swoich prac w Internecie nie jest szczególnie dobrym pomysłem – chyba że chcesz udowodnić sobie i nam, że dasz radę przedrzeć się przez dżunglę, używając jedynie plastikowej łyżeczki.
Dla mnie rzecz, która powstała na podstawie mojej pracy, jest chyba najpiękniejszą częścią pisania. I nie ma znaczenia, cóż to takiego – rysunek, wydzieranka, piosenka czy internetowy mem. O większości rzeczy, którymi na co dzień zajmuje się Internet, nie mam pojęcia – sama nie umiem ich robić – ale gdy tylko dostałam wiersz na podstawie Piachu, opublikowałam go na blogu, podpisałam i z chęcią dorzuciłabym do tego podpisu nazwę strony autorki, gdyby takową posiadała. Jeśli dostanę coś takiego raz jeszcze - zrobię oczywiście to samo. Innymi słowy – jeżeli umiesz malować, albo układać tematyczne domki z ciastek – na Czerwonym Piachu znajdzie się trochę miejsca także dla ciebie. Jedyne, co musisz zrobić, to dać się zainspirować – pomysłami czytelników lub gotowym tekstem.
 

Twoi czytelnicy podsuwają Ci swoje własne pomysły na dalsze rozdziały - czy łatwo przychodzi Ci tworzenie z nich zgrabnej fabuły? Co jest najtrudniejsze w pisaniu tego typu historii?
 
Najtrudniejsze jest to, że kiedy czasem zaczynam myśleć o tym, co będzie się działo dalej, historia powoli mi się maluje i zazębia. A tuż po publikacji kolejnej części przybywają licznie czytelnicy – i każdy z nich podsuwa mi zwykle malutki pomysł na jeden konkretny kawałek opowieści – a przez ten kawałek całość zwykle wywraca się do góry nogami. Wszystko muszę przemyśleć raz jeszcze, potem znowu i znowu, za każdym razem, kiedy napisze ktoś nowy. Nie mówię, że to źle – wręcz przeciwnie, uwielbiam to, że czytelnicy przychodzą nie tylko poczytać, ale też wziąć udział w wydarzeniach – a potem są szczęśliwi, że zobaczyli cząstkę swojej wyobraźni w jednym z rozdziałów. Skoro obydwie strony są zadowolone, to czego chcieć więcej?
Może tylko częstszego pisania, ale przez formę historii nie jestem w stanie stworzyć choćby rozdziału do przodu. Z oczywistego powodu – pisząc jeden z nich, nigdy nie wiem, co wymyślą po nim czytelnicy. A czasem, uwierz, rzucają takimi absurdami, że muszę przez kilka dni siedzieć i głowić się, co z nimi zrobić. Ale bardzo to lubię – im pomysł bardziej niedorzeczny, tym ciekawiej mi się nad nim pracuje.
 

Czy pisząc tę historię zauważyłaś zmiany zachodzące w Twoim stylu pisania? Czy rozwinęłaś się pod tym względem od czasu pierwszego rozdziału?
 
Wydaje mi się, że głównym założeniem powstania inicjatywy tego typu powinien być rozwój w danej dziedzinie. Jeśli nie nauczyłabym się pisać zgrabniej, uznałabym pewnie cały ten czas za zmarnowany. Z drugiej strony – nie ma przecież możliwości, żeby nie doskonalić się w czymś, co się robi: skoro czymś się zajmujesz, za każdym razem robisz to nieco lepiej.

Inna sprawa, że różnice między pierwszymi a ostatnimi rozdziałami nie są może widoczne na pierwszy rzut oka (ale zapewniam – po drugim widać już dużo wyraźniej, jakie głupoty zdarzyło mi się kiedyś powypisywać). Raz na jakiś czas staram się wrócić do nich i poprawić wcześniejsze błędy – przynajmniej te największe. Po odłożeniu tekstu na parę miesięcy sama widzę je aż za dobrze, dlatego naprawdę marzy mi się trochę wolnego czasu na konkretne sprawdzanie i wyrównanie poziomu między ostatnią częścią a tymi sprzed dwóch lat.


  Czy często spotykasz się z krytyką na temat tego, co piszesz? Jak do tego podchodzisz?
 
Spotykam się tym częściej, im częściej cokolwiek publikuję – a w zasadzie im częściej pojawiają się na Piachu nowości maści wszelakiej. Krytyki oczywiście słucham i jeśli jest w niej coś wartego przemyślenia – myślę, ale jakoś niespecjalnie chce mi się nią przejmować. Był czas, kiedy siedziałam i zamartwiałam się każdym szczerym komentarzem, ale nic to zdrowego.
Szczególnie biorąc pod uwagę, że w internetach każdy jest ekspertem od wszystkiego. Co tu dużo mówić – dopóki nie zdam sobie z tego sprawy, sama potrafię zachowywać się w ten sposób: jakoś dziwacznie naturalnym jest mówić o czymś, o czym nie ma się pojęcia (czyż nie tak?). To bardzo prosta i wygodna postawa. I bezczelna. Walczę z tym. 


Czy masz swojego ulubionego bohatera, którego losy najbardziej Cię pasjonują, czy wszystkich darzysz tym samym uczuciem? Może odnajdujesz swoje cechy w niektórych postaciach?
 
Ulubiony bohater? Z tego, co mi się zdaje, czytelnikom najbardziej przypadły do gustu losy Illythei i Parrana (pewnie wciąż wierzą w jakiś gorący romans!), ale ja chyba przywiązałam się do jeszcze mało znanej, powolutku odkrywanej postaci – Irrathinara, tego ze srebrnym kłem, który kiedyś na pewno przybędzie z południa do samego centrum wydarzeń. Czemu przypadł mi do gustu, ciężko stwierdzić. Taki typ.
Może dlatego, że miałam niedawno okazję napisać o nim jedno z pobocznych opowiadań, które na razie leżakuje. Liczę, że przy okazji publikacji uda mi się przekonać do niego kogoś więcej niż samą siebie.
  

Czyli nie ma co liczyć na romans między tą dwójką? Czytelnicy proponują takie rozwiązanie?
 
Chciałabym zapewnić cię, że nie (nie bardzo lubię pisać romansidła, przyznaję), ale jedyne, co mogę powiedzieć, to: wszystko zależy od czytających.
Oczywiście, że już proponowali oni dalszy ciąg, w którym Illa i Parran byliby razem. Oczywiście, że proponowali koniec, w którym ich relacje kończą się tam, gdzie się zaczęły. I jasne, że pytali o koniec, którego jedno z nich nie dożywa. A co zdarzy się w rzeczywistości? Na ten moment sama nie mam pojęcia, co zdarzy się w kolejnym rozdziale, a co dopiero mówić o tym, jak skończą się losy tej dwójki!
Jeśli chodzi o rozwiązanie fabuły z nimi związanej, naprawdę mam w czym wybierać – co wcale przecież nie znaczy, że nie ma miejsca na jakiś kolejny czytelniczy pomysł! Powiem ci w tajemnicy, że wciąż czekam na ten najbardziej odpowiedni – taki, któremu naprawdę uda się mnie zaskoczyć.


Twój blog jest bardzo popularny, są mapy stworzonego przez Ciebie świata, ba, jest możemy kupić koszulkę z z cytatami z tego opowiadania. Piach jest w ścisłej czołówce w topliście blogów fantasy. Co sukces tej historii zmienił w Twoim życiu?

Sukces to żaden, tak uważam. Co do koszulek... pomysł przycichł i obawiam się, że będę musiała z niego zupełnie zrezygnować – decyzja nie zależy ode mnie i nie za bardzo jest o czym opowiadać, po prostu – tym razem spudłowałam. Zdarza się.
Mapy z kolei skrobię sobie sama od paru dobrych lat, raczej nieczęsto, ale trochę mnie to uspokaja. Stąd chociażby przez sam Piach przetoczyło się kilka papierowych wersji tamtejszego świata. Fragment jednej z nich (w postaci książkowej zakładki) można było nawet dostać w niedawnym konkursie.
A jeśli mowa o popularności – albo mi się wydaje, albo naprawdę mi do niej daleko. Wbrew temu, co widać na zewnątrz (czy aż tak dobrze udaję?), jestem na początku walki o swoje, a nie na jej końcu. Wciąż się uczę, wciąż raz na jakiś czas nieopatrznie psuję to, co samej udało mi się wcześniej stworzyć. Nie było nikogo, kto przed rozpoczęciem tej drogi i w jej trakcie powiedziałby mi, co robić. Szkoda, wielka szkoda.
Gdy więc ludzie piszą do mnie w tej sprawie (tak, piszą po porady do mnie, serio), opowiadam z chęcią o tym, co już było, jak zaczynałam i co już wiem. Problem w tym, że czasu nie starczyłoby mi na ciągłe siedzenie i odpisywanie na maile, stąd też pomysł na dzielenie się radami w serii Poradniesiąc, w której upatruję jedną z dalszych ścieżek rozwoju Piachu. Może jeśli dołączę do tych dwóch jeszcze kilka innych, dla których plany także powolutku są rozpisywane, popularność przyjdzie sama.
Hah! Nie daj się zwieść. Nad popularnością w większości przypadków trzeba się napracować, albo mieć to szczęście, że twój pomysł najzwyczajniej się przyjmie. Mój się przyjął, swój malutki kawałek szczęścia dostałam. Grunt to podziękować za to, co się już ma, i szlifować ten fragment fortuny dalej. Samo nie zrobi się nic!

 

2/22/2022

Ruda

 Wywiad z Rudą z Siła Jest We Mnie.

 

Jak się zaczęła Twoja przygoda z publikowaniem w sieci? Co dało Ci impuls do założenia bloga?

 Jako nastolatka obejrzałam kiedyś w telewizji High School Musical i tak mi się spodobała historia miłości Troy'a i Gabrielli, że postanowiłam napisać kontynuację ich przygód. Nie mogłam po prostu znieść faktu, że film się skończył i nie wiem, co dalej. Może to głupie, ale byłam młoda, więc nie można się dziwić. Co ciekawe, opowiadanie miało wtedy duży rozgłos (wśród innych małolat), napisałam ponad 100 rozdziałów i zakochałam się w blogowaniu. Potem tych opowiadań było jeszcze mnóstwo, a przygoda trwa nada.

Aż trudno w to uwierzyć, biorąc pod uwagę to, że aktualnie piszesz historię o morderstwach, policji, zabójcach. Skąd pomysł na ,,Walczę i zwyciężę"?

No tak, między głupkowatą historią o miłości, a kryminałem zrobiłam duży przeskok. Do WiZ zainspirował mnie The Walking Dead. Wcześniej nie interesowałam się postapokaliptyką, ale po obejrzeniu tego serialu spodobało mi się. I zapragnęłam napisać coś mocnego. Stąd pomysł na WiZ, czyli dwuczęściową powieść, która w najpierw jest kryminałem, a potem przeradza się w sensację, postapokaliptykę, romans, dzięki czemu kompletnie zmienia swój wymiar.


W opowiadaniu poznajemy Catherinę Morgan, porucznik wydziału zabójstw. Skąd pomysł na tą postać? Na blogu piszesz, że chciałabyś załapać się do policji. Czy utożsamiasz się w jakiś sposób z tą bohaterką, lub czy jest ona odzwierciedleniem tego marzenia o wydziale śledczym?


 Catherina ma kilka moich cech, w niektórych sytuacjach zachowuje się tak, jak ja bym to pewnie zrobiła, więc w jakimś stopniu mogę się z nią utożsamić. To prawda, że marzyłam kiedyś o pracy w wydziale kryminalnym, ale życie zweryfikowało te plany i raczej się już nie spełnią. Także uznajmy, że Catherina to taka ja, ale w innym wymiarze.

Co najbardziej lubisz w blogowaniu?

 Różnorodność. To że każdy blogger przedstawia nam coś innego, ma na siebie inny pomysł i tworzy innych bohaterów. Można wyrazić swoją opinię, podyskutować, dać rady i je otrzymać. Myślę, że my wszyscy uczymy się od siebie nawzajem, pomagamy sobie być coraz lepszymi. Wiele blogerów mnie wspiera, daje motywację i dzięki temu zmusza do pracy nad sobą. To daje kopa i ten kop jest chyba w blogowaniu najpiękniejszy.

Jak odkryłaś, że masz talent do pisania?

Nigdy tego nie odkryłam. Po prostu chciałam pisać, więc pisałam.

Uważasz, że do pisania wystarczą same chęci, czy trzeba jednak mieć tak zwaną ,,lekkość pióra"? Można się nauczyć dobrego pisania?

Myślę, że nawet największy oszołom jest w stanie nauczyć się pisać. Pod warunkiem, że będzie dużo nad sobą pracował i uczył się na błędach. No, ale talent też jest ważny, nie ukrywajmy. Są rzeczy, których nie da się przeskoczyć. Najważniejsze, żeby robić to z sercem, pasją, cieszyć się tym i myślę, że wtedy poprawianie swoich umiejętności, to czysta przyjemność.

Jak nauka na błędach wygląda w Twoim przypadku?

 Bywa różnie. Czasem sama dostrzegam jakiś błąd albo nieścisłość, czasem czytelnicy. Bardzo dużo uczę się dzięki komentarzom od innych ludzi. I nie mówię tu tylko o błędach stylistycznych, bo to jest kwestia do wyuczenia. Najbardziej pomaga mi krytyka, która dotyka fabuły moich tworów albo kreacji bohaterów. Autorowi zawsze się wydaje, że to co tworzy jest ciekawe i potrafi zainteresować; że jego bohaterowie na pewno zyskają sympatię, a tekst zostanie odebrany tak, jak on by tego chciał. A to nieprawda, bo każdy czytelnik odbierze go inaczej. I właśnie te różnorodne opinie najbardziej mnie uczą, najwięcej dają. Potem wiem w jaki sposób przedstawić postać, wiem, co wzbudza największe emocje, a co można sobie darować. Myślę, że w blogowym świecie to właśnie dzięki komentarzom innych - często bardziej doświadczonych - autorów, możemy się czegoś nauczyć

Co uważasz za swoje największe osiągnięcie, jeżeli mówimy o pisaniu bloga?

 Chyba to, że zdołałam zaciekawić ludzi swoim pomysłem, że znalazły się osoby, które naprawdę czekają na nowy rozdział. To chyba największe osiągnięcie, jakie można uzyskać przy pisaniu bloga. Mam tylko nadzieję, że liczba tych ludzi będzie się zwiększać.

Masz osobę, która jest Twoim idolem w dziedzinie pisania?

 Nie, raczej nie. Podoba mi się jak pisze Harlan Coben, ale przeczytałam tylko jedną książkę, więc chyba ciężko określić go jako mojego idola.

Czy Twoim zdaniem opowiadania internetowe zastępują w jakiś sposób teraz tradycyjne książki? A może sama chciałabyś wydać coś na papierze?

 Nie myślałam o wydawaniu, dopóki kilkanaście moich czytelniczek nie napisało mi, że powinnam. Nigdy nie uważałam, by blogowe twory mogły zastąpić prawdziwe książki. Może na chwilę, na jakiś czas, może dla osób, które poprzez bloga szukają zainteresowania swoimi dziełami, ale na pewno nie na dłuższy czas. Blogger to skupisko amatorów. Tylko niewielki odsetek autorów wie o czym chce pisać i doprowadza swoje działa do końca. Reszta podchodzi do tego jak do zabawy - i słusznie - bo na tym to polega. I właśnie dlatego, moim zdaniem, opowiadania w internecie nie zastąpią książek. Nie są na poważnie, nie są dopracowane, nie każdy dba o szczegóły i nie każdy chciałby się tym chwalić np. przed znajomymi.
 
Bardzo dziękuję Ci za wywiad i poświęcony czas. Życzę dalszych sukcesów w pisaniu.

Dziękuję.

1/22/2022

Nami sel-pal

Wywiad z Nami-selpal z Czarna Róża Demona.

 

 Jak to się wszystko zaczęło? Mam na myśli bloga rzecz jasna - co dało Ci impuls do publikowania opowiadań w internecie?


Zaczęło się od typowego fangirlingu. Obejrzałam Kuroshitsuji, spodobało mi się, potem zaczęłam czytać mangę, no i w pewnej chwili stwierdziłam, że warto byłoby spróbować coś napisać, bo ten fandom daje wiele możliwości, a ja zawsze lubiłam duchy, demony, shinigami i wszelkie inne zjawiska nadprzyrodzone. Początkowo pisałam sama dla siebie, jak zresztą w gimnazjum, kiedy sporo pisałam, ale potem na fp, który prowadzę, zobaczyłam, jak jedna z adminem wrzuca link do jednego z blogów, który odwiedzała. Pomyślałam sobie wtedy: "A, co mi szkodzi. Mam gdzie reklamować, no to spróbuję.". No i właściwie tak się zaczęło. Ten element reklamy był decydujący, bo już kiedyś prowadziłam bloga z autorskim opowiadaniem, ale nie cieszył się popularnością. Wtedy jeszcze nie było Facebooka, było grono, ale jakoś nie ciągnęło mnie do reklamy, no i tam to wszystko trochę inaczej działało...

Czy osoba, która nigdy nie miała do czynienia z mangą będzie w stanie zrozumieć Twoje opowiadanie?

Myślę, że spokojnie zdołałaby się połapać. Jest kilka elementów, w których przydaje się znajomość fandomu, tak jest łatwiej, ale generalnie nie powinno być problemu. Szczególnie, że historia dzieje się parę lat po wydarzeniach z mangi. Pojawia się część postaci, ale ich znajomość z wydarzeń przedstawionych w mandze nie wpływa jakoś szczególnie na to, co się dzieje w opowiadaniu. No i do wszystkiego jest wprowadzenie, tak by ludzie spoza fandomu się orientowali. Wiem też, że mam wśród czytelników osoby, które nie znają fandomu Kuroshitsuji i nigdy żadna z nich nie wyrażała zagubienia czy niezrozumienia. Myślę więc, że spokojnie można sobie bez tego poradzić, chociaż nie zaszkodzi wygooglować Sebusia, żeby widzieć, jak wygląda w oryginale.

Czy w internecie istnieje rywalizacja między blogerami? Czy walczą między sobą o czytelnika?

https://ssl.gstatic.com/ui/v1/icons/mail/images/cleardot.gifSzczerze mówiąc, nie mam pojęcia. No bo nie bardzo wiem, jak można rywalizować o czytelnika. Jeśli komuś podoba się jedna historia, a potem znajdzie inną - i też mu się spodoba, to co stoi na przeszkodzie, żeby czytał obie? Najwyżej jedną przeczyta wcześniej, a drugą później, ale co to tak naprawdę zmienia.
Nie widziałam jakiejś niezdrowej rywalizacji, złodziejstwa (plagiatów) ani tym podobnych. Nie w fandomie Kuroshitsuji (chociaż kto wie, co się dzieje na WattPadzie - chociaż nie nazwałabym tego miejscem zrzeszającym pisarzy). Blogów o kuroszu jest w zasadzie mało, wiele z nich odpada po kilku rozdziałach, a te, których autorzy dociągnęli historie do końca, mają już kilka lat i kto chciał i się interesował, to pewnie już dawno przeczytał.
A tak generalnie to na pewno bloggerzy ze sobą rywalizują, ale - jak już wspomniałam - w przypadku opowiadań to zwyczajnie nie ma sensu.

Jeżeli chodzi o zamykanie blogów po kilku rozdziałach - czemu z dużą ilością twórców tak się dzieje? Co sprawiło, że Ty jesteś, piszesz historię do dziś? Potrzeba do tego jakiejś większej zawziętości?


Wydaje mi się, że dużo ludzi, szczególnie młodych, nie jest w stanie odpowiednio ocenić swoich możliwości. W gimnazjum też dużo pisałam, a właściwie - dużo zaczynałam pisać bo każda historia umierała po kilku stronach, a jak jedno opowiadanie (pamiętam je do dziś - fioletowa planeta <3) pociągnęłam do trzydziestu stron, to potem nie pamiętałam, co się tam wydarzyło wcześniej. Żeby pisać coś dłuższego trzeba mieć pomysł - taki daleko idący. Nie mówię, że konkretna fabułę, ale jakiś zarys, do którego się dąży i który w trakcie zmienia się sto razy. Ale bez niego jest ciężko. Pisanie pod natchnieniem to przyjemność, ale kiedy ono zniknie, okazuje się, że nie wiadomo, co dalej.
Ja zaczęłam pod takim fangirlowym natchnieniem właśnie, ale kiedy tylko opublikował pierwszy rozdział na blogu, obiecałam sobie, że dociągnę historię do końca. I właściwie dlatego nie przestałam: bo obiecałam sobie i czytelnikom i wstyd byłoby po tych wszystkich zapewnieniach jednak zawieść. Poza tym, mam nerwicę natręctw. Nie potrafiłabym tego nie skończyć, chodziłoby za mną jak dwa inne opowiadania, które zawiesiłam, bo nie mam na nie czasu. Ciągle o nich myślę. Też doczekają się zakończenia, najwyżej wcześniejszego niż początkowo zakładałam.
Ważne jest również wsparcie czytelników - wyświetlenia, komentarze. Kiedy się pojawiają, od razu chce się pisać dalej, a kiedy przez trzy dni wyświetleń uzbiera się ledwie pięćdziesiąt a jedyny komentarz to chamski spam, zapał nieco gaśnie. Dlatego właśnie ważne jest, by zostawiać po sobie ślad. Kiedyś lubiłam tylko ambitne komentarze, ale obecnie nie wybrzydzam, cieszę się każdym, który dotyczy bloga (czyli nie spamem). Dzięki temu daję radę znaleźć siłę, żeby dopisać chociaż tę jedną stronę, kiedy już mi się oczy kleją, a za pięć godzin trzeba wstać.

Fioletowa planeta? Co czujesz, gdy dziś przypominasz sobie te opowiadanie?

Tak, fioletowa planeta. Ogólnie tam chodziło o to, że bohaterka i jej dwójka przyjaciół zostali wybrani (marysuizm motzno), żeby uratować planetę i kiedy się tam przenieśli, to zobaczyli, że wszelka roślinność była fioletowa. I mniej więcej w tym momencie pomysł się urwał. Jak o tym myślę, to z jednej strony bawi mnie to, jakie miałam wtedy dziwne pomysły i jak bardzo było to wszystko dziecinne. Z drugiej znowu jest to całkiem miłe wspomnienie, cofnięcie się do dawnych czasów. No i ja sprzed tych dwunastu lat byłaby dumna z obecnej mnie, że dalej piszę i wiążę z tym plany na przyszłość. Szkoda tylko, że wcześniej nie udało mi się napisać niczego długiego i zakończonego, no ale cóż, młodość tak już ma (nastoletniość raczej, aż taka stara nie jestem). Właściwie swoją pierwszą książeczkę napisałam, jak miałam z 5-6 lat. To dopiero jest komedia, błąd na błędzie błąd pogania, interpunkcja szaleje a wszechmocne Ortografia i Stylistyka załamałyby się, gdyby to widziały. Ale wtedy byłam dzieckiem, miałam prawo, zresztą w tym wieku nie byłam jeszcze nawet w podstawówce, więc nie ma co wymagać zbyt wiele od tak małego dziecka.

Myślałaś kiedyś, aby napisać książkę?


https://ssl.gstatic.com/ui/v1/icons/mail/images/cleardot.gifOczywiście! To moje marzenie od dziecka. Mam dwa pomysły na osobne historie, a kiedy skończę pisać Różę, zamierzam przerobić ją na niezależną historię i też będę próbowała ją wydać.


Na Twoim blogu można zauważyć, że odpisujesz na komentarze zostawiane przez czytelników - masz z nimi świetny kontakt. Traktujesz to jako swój obowiązek jako autora, czy może czerpiesz przyjemność z odpowiadania?

Generalnie uważam, że skoro ja proszę ludzi o opinie i oni je wyrażają, to wypadałoby nie zostawiać ich bez odpowiedzi. Więc jeśli padło jakieś pytanie albo mogę coś wyjaśnić czy podsycić ciekawość, to właściwie powinnam to zrobić. Nikt nie lubi, kiedy jego wypowiedź zostaje zignorowana, dlatego staram się odpowiadać na wszystko, na co się da, a jeśli nie ma sensu, to po prostu w kolejnych rozdziałach, w przedmowie, dziękuję za odzew. Poza tym ja naprawdę uwielbiam czytać komentarze. Im głębsze, tym lepsze, ale nie pogardzę żadnym, który w jakiś sposób odnosi się do rozdziału (chamski spam, głupie reklamy i jakieś inne dziwne rzeczy usuwam). I tak, jak lubię czytać, tak prawie zawsze mam ochotę coś odpowiedzieć, więc to robię i lubię to robić. No i warto znać swoich czytelników, łatwiej wpasować się w ich gust. Przy okazji można poznać kilka ciekawych osób - z jedną mam stały, dobry kontakt do dziś i bardzo to sobie cenię.


Jak reagujesz na krytykę?


Dawno nie zostałam skrytykowana, więc odniosę się do pewnej sytuacji, która sporo wniosła w moje pisanie i właściwie bardzo się dzięki temu rozwinęłam.
Jest taka strona, fantastyka.pl bodajże i siedzi tam grupa rzeczowych fanów literatury. Portal pozwala też dodawać swoje teksty, więc któregoś dnia zebrałam się w sobie i opublikowałam jednego oneshota. Jesli ktoś chce zobaczyć i przekonać się, jak to wyglądało, podaję tytuł: Nora kuriozalnego Kapelusznika.
Opowiadanie zostało zjechane. Za przecinki, za wyrwanie z kontekstu, powtórzenia itp. itd.. Nie spodziewałam się pozytyolwów, właściwie opublikowałam tam coś właśnie po to, żeby mnie skrytykowano i żebym wiedziała, co robię źle, bym mogła nad tym popracować. Oczywiście nie jest miło dowiadywać się, że jest się kiepskim, szczególnie gdy tak bardzo kocha się pisać i wiąże się z tym przyszłość, ale poza czerwoną z emocji twarzą i drżącymi rękami było mi tylko trochę smutno, że jest aż tak źle. Dwa dni nie pisałam, bo dopadł mnie dół i musiałam sprawę przemyśleć, a potem wróciłam do pisania, biorąc sobie do serca rady ludzi (właśnie, bo ten portal charakteryzuje się również wysoką kulturą komentujących - Naprawdę świetne miejsce, polecam!). Po roku wróciłam tam i opublikowałam innego oneshota (Błękitny dym), który spotkał się z zaskakująco dobrym odbiorem. Wypomniano mi kilka błędów, ale nie przejęłam się tym, bo to już były niuanse takie, jak pominięte powtórzenie, zjedzony przecinek, literówka. Zaskoczył mnie postęp. Właściwie nawet znalazł się komentujący, który czytał oba teksty i uznał, że widać sporą różnicę. To jeden z moich ulubionych komplementów na temat mojej twórczości.
A tak na co dzień mało kto mnie krytykuje, właściwie mam tylko jedną znajomą blogerkę, która wytknie mi kilka przeoczonych w trakcie betowania błędów. A jak już ktoś taki się zdarza, kto się wypowie, to sprawdzam wskazane przez niego błędy i tam, gdzie rzeczywiście nimi są, przyznaję rację i dziękuję.
Bo ja lubię krytykę, ona rozwija. A słodzenie i zachwyty? Nie będę ściemniać, lubię je, ale wiem, że dzięki nim się niebo rozwinę, a jeszcze daleko mi do poziomu, który chciałbym osiągnąć.

Chciałabym bardzo podziękować Ci za poświęcony na wywiad czas. Życzę Ci dalszych sukcesów i spełnienia wszystkich literackich marzeń.


Również dziękuję. Było mi miło.


Obserwatorzy

Szablon wykonany przez Evelyn - Bajkowe Szablony